Archive for Luty 2013

Witajcie! Ja nazywam się Ryszard Kowalak a to jest MS Minifigi – odcinek na swój sposób niezwykły, bo pierwszy który postanowiłem przedstawić Wam w wersji pisemnej. Na wszelki wypadek podkreślę – część odcinków z tej serii nadal będzie tworzona w formie video!

Dziś zajmiemy się zagadnieniem jednostek zła występujących w obrębie serii LotR oraz Hobbit, zarówno w dotychczas wydanych rzutach, jak i tym nadchodzącym w połowie tego roku. Jak pewnie zauważyliście celowo użyłem słowa jednostek, a nie postaci czy bohaterów. Mowa bowiem nie o imiennie nazwanych wielkich dowódcach, pojedynczych jednostkach zarządzających mniej lub bardziej inteligentną zieloną, czerwoną czy czarną masą. Mowa właśnie o tej masie – o zwykłych i przeciętnych – słowem o minifigach, których z powodzeniem możemy mieć ilość dowolną i stworzyć z nich większy lub mniejszy oddział – czy w porywach nawet „małą armię”.

W obrębie serii na podstawie filmowych adaptacji literatury Tolkiena dostajemy całkiem sporo takich kreatur. Nawet więcej niż można było by oczekiwać! Są niebanalne, mniej lub bardziej różnią się od siebie, no i oczywiście mają swoje wady i zalety. Postaram się więc wam je, jedną po drugiej przybliżyć. Zaczynamy!

Uruk-hai. Najpopularniejsze figurki pierwszego rzutu serii LotR. Ciemnoczerwona skóra. Torsy i nóżki z nadrukiem w postaci charakterystycznego skórzanego stroju. Zarówno tors jak i główka zadrukowane obustronnie – co jest standardem dla serii. Z drugiej strony główki znajdziemy drugą twarz, różniącą się swoim wyrazem oraz obecnością białej ręki Sarumana.

Choć wszystkie Uruki posiadają ten sam tors, główkę i nóżki to dano nam dość spore możliwości modyfikacji ich wyglądu. Pierwszym z nich jest rzecz jasna wspomniana dwustronnie nadrukowana twarz. Kolejnymi natomiast są elementy ekwipunku takie jak tradycyjny legowy napierśnik w kolorze Pearl Dark Gray oraz hełm specjalnie dedykowany tym postaciom. Kompozycje dodatkowo uzupełniają kolejne odwzorowane z filmu dedykowane im akcesoria – miecz i tarcza, w zastępstwie których niestety nazbyt często dostajemy halabardę. Wisienką na torcie jest fakt iż zarówno tarcza jak i hełm występują również w wersji z nadrukiem Sarumanowej ręki, choć jedynie w zestawie 9476, i do tego wszystkiego dochodzi jeszcze możliwość wsadzenia na głowę minifiga czupryny, tworząc coś na kształt dowódcy oddziału, czy może raczej ignoranta nie stosującego się do zasad bhp.

A jak to wygląda z perspektywy książki i jej ekranizacji? Cóż, film pod  względem pochodzenia tych bestii, odbiega od książki ale podstawowe założenie -Uruki to krzyżówka Goblinów i Orków- i wygląd jest mniej więcej ze sobą spójny i pod tym względem minifigi możemy uznać za jak najbardziej dobrze odwzorowane. Spójne jest też to że są one silniejsze i wytrzymalsze od pozostałych ras i nader wszystko – odporne na promienie słoneczne. Niespójności zaczynają się kiedy zaczynamy się doszukiwać tego skąd się właściwie wzięły – kto je wyhodował? Ja przyjmuję filmowe założenie że Saruman i mam względny spokój.

Uruk-hai występują w trzech oficjalnych zestawach pierwszego rzutu LotR-a: 947194749476 oraz w jednym zestawie promocyjnym. Ja posiadam ten ostatni i jego videorecenzję możecie znaleźć tutaj: klik. Pomimo mojego pierwotnego sceptycyzmu względem tych postaci, można je uznać za bardzo dopracowane, dobrze odwzorowane i… ładne, jakkolwiek to nie zabrzmi.

Orkowie z Morii. Zgniłozielona skóra. Nadrukowany dwustronnie na torsie, niedbale wykonany pancerz. Dwustronna główka, przedstawiająca dwie, niemalże identyczne twarze – acz jednak różniące się drobnymi detalami. No i piękne, dedykowane serii czarne orkowe włosy z wyraźnie podkreślonymi uszami – rzecz jasna w zielonym kolorze – nawiązującymi do elfiej przeszłości orków. Występują jedynie w zestawie 9473 z pierwszego rzutu serii.  Jako uzbrojenie dostajemy zakrzywione miecze, znane z serii Fantasy Era oraz… Urukowe tarcze!?

Początkowo postaci które bezapelacyjnie, podobały mi się w serii najbardziej. Nadal budzą we mnie sympatie jako minifigi same w sobie, tylko… czym one właściwie są? Filmy i książki są zgodne – mamy trzy rasy człekokształtnych kreatur: Goblinów, Orków i Uruki – będące mieszanką dwóch poprzednich. A jak się za chwilę z tego artykułu dowiemy, w pozostałych zestawach dostajemy ‚Orków Mordoru’ – których z powodzeniem możemy nazwać ‚Zwykłymi Orkami’. Wiemy też że Moria to dawna siedziba krasnoludów, którą ‚Zwykłe Orki’ podbiły. Czym więc są Orkowie z Morii? Ja niestety nie wiem.

Gobliny. Skóra w kolorze Dark Tan. Nóżki przedstawiające strzępy ubrania. Dwustronna główka, obrazująca dwie niemal identyczne twarze, różniące się jedynie zarysowanymi delikatnie rysami i stanem uzębienia. Oddzielny element, służący za powiększeniu czaszki i nadaniu uszu naszym goblinom oraz nader wszystko dwa – całkowicie odmienne rodzaje, dwustronnie nadrukowanego torsu – co jest tym bardziej imponujące że goblińskich wojowników dostajemy tylko w zestawie 79010 i tylko dwóch!

Jako uzbrojenie, otrzymujemy standard – zniszczone miecze z Fantasy Era i siekiery na bazie kości. Choć generalnie, trzeba brać pod uwagę, że z uwagi na różnorodność przedmiotów obecnych w goblińskiej siedzibie, możemy wsadzić im do rąk z czystym sumieniem absolutnie wszystko – od wideł po włócznie.

Jeśli chodzi o poziom odwzorowania, to figurki są jak najbardziej zgodne z filmem. Czy z książką co prawda nie pamiętam, ale zakładam że tak. Coś więcej o goblinach? Cóż… też chciałbym coś o nich więcej wiedzieć ale niestety nawet na internetowej Śródziemie Wiki ani w posiadanej przeze mnie książce „Atlas Śródziemia” Karen Wynn Fonstad nie ma o tym ani słowa. Choć w drugim przypadku pewnie dlatego że ów ‚Atlas’ skupia się na mapach poszczególnych rejonów tej krainy… ale jakoś trzeba było Wam przemycić informację o istnieniu tej książki. Na szczęście choć nie wiemy o nich dużo, wiemy na pewno że są, a to jak widzimy na wyżej pokazanym przykładzie, też jest sporym plusem jeśli chodzi o te serie zestawów.

Ogólnie rzecz ujmując figi są wzorowo dopracowane i wyglądają bardzo przyzwoicie. Jedyne co im możemy zarzucić to fakt iż nawet przy założonych ‚uszach’, widać z tyłu fragment drugiej twarzy. Ale to niestety nie jest nic nowego, bo tak samo wyglądają niemalże wszystkie postaci serii Legends of Chima – a przynajmniej na pewno Lwy i Krokodyle.

Orkowie Mordoru. Darktanowa skóra. Ciemnobrązowe nogi bez nadruku oraz ciemobrązowy tors z dwustronnym nadrukiem orkowej skórzanej zbroi. Obustronnie nadrukowana główka, z przodu posiadająca ozdobioną ćwiekami orkową twarz, z tyłu natomiast tył głowy umożliwiający nienoszenie żadnego hełmu czy włosów. Niektórzy Orkowie posiadają również włosy – jednakie z tymi występującymi u Orków z Morii, tyle że z dostosowanymi kolorystycznie uszami. W rękach noszą wszelakiego rodzaju uzbrojenie. Można też u nich spotkać napierśniki i pewien charakterystyczny hełm – kolejne Urukowe akcesorium które gdzieś tam się zaplątało i wylądowało gdzie nie trzeba.

Postaci występują w jednym zestawie zeszłorocznego LotR-a: 9476 oraz w dwóch których jeszcze nie możemy uświadczyć w sklepach 79007 i 79008 – ich zdjęcia zamieściłem w 24 odcinku Morza Studów: klik. Orka Mordoru można spotkać również w formie breloczka którego możecie zobaczyć w mojej videorecenzji: klik.

Nie trzeba chyba wspominać że fabularnie wszystko z orkami jest w porządku. Nie wiadomo tylko jak to z tym ich ‚nieznoszeniem promieni słonecznych’ ale to problem szerszy i wychodzący mocno poza ramy świata klocków. Niby przed bitwą o Minas Tirith zapadły ciemności, ale wcześniej jakoś ci orkowie się w tym Osgiliath bronili i biegali razem z Urukami od Sarumana wraz z Pipinem i Merrym, jakkolwiek sympatycznie i sportowo by to nie zabrzmiało…

Figurki same w sobie prezentują się świetnie, abstrahując od faktu iż ork z włosami ma uszy których u jego łysego pobratymcy już nie uświadczysz. W obliczu ilości w której występują -a raczej, będą występować- w zestawach, pojawia się jednak pewien zarzut. Każdy Ork Mordoru ma ten sam tors. I nader wszystko – każdy Ork Mordoru ma tę samą twarz – do tego twarz ozdobioną ćwiekami więc bardzo mało uniwersalną. Jest to w obliczu różnorodności i dopracowania innych, pomniejszych jednostek, zarezerwowanych dla pojedynczych zestawów, zachowanie wręcz karygodne i całkowicie niezrozumiałe. No i do tego wszystkiego pojawia się zarzut, że statystycznie jedynie jeden na sześciu Orków Mordoru dostaje włosy – choć on akurat nie jest aż tak bolesny w obliczu obecności opisywanych przeze mnie niżej – ostatnich już, postaci…

Orkowi Łowcy. Kolejna fanaberia lego mająca na celu zwiększenie ilości figurek do skolekcjonowania. Tym razem nie jest aż tak bzdurna i nachalna, jak w przypadku orków z Morii i de facto nie jest też nowym okazem kolekcjonerskim. Przy założeniu że Uruk-hai są krzyżówką Orka i Goblina – Orkowych Łowców można było by nazwać Urukami, są bowiem złożone z torsu, główki i włosów należących do Orka Mordoru i nóżek Goblina.

Czyli de-facto dostajemy Orka Mordoru z obdartymi spodniami. Orkowi łowcy dosiadają Wargów. Noszą miecze i łuki. Najważniejszą ich jednak cechą jest to, że wszyscy posiadają włosy – tym samym zawyżając całkiem przyzwoicie średnią. Są dostępne jedynie w zestawie 79002 – którego videorecenzje mojego autorstwa znajdziecie tutaj: klik. No i generalnie nie ma co dużo o nich mówić – ich części składowe poddałem ocenie wyżej.

Jeszcze tylko małe zestawienie i przechodzimy do podsumowania.

Podsumowując: Minifigi szeregowych żołnierzy zła zostały wykonane dobrze, z dużą dbałością o szczegóły i detale. Znajdziemy tu jednak, zarówno niepotrzebnie wykonane postaci, jak i postaci wykonane niezadowalająco. Wydaje mi się że istniało jedno rozsądne wyjście: nadać Orkom z Morii ten sam kolor skóry co tym Mordoru. Wówczas mielibyśmy w orkowych szeregach znacznie większą różnorodność – bez zbędnych różnic w kolorze skóry. Na to już niestety nikt już nie ma wpływu. -Istnieje natomiast nadal możliwość wręczenia Orkom Saurona goblińskich twarzy i… tym podobnych eksperymentów.- Generalnie rzecz biorąc jednak, jakby nie patrzeć –  jest dobrze. Lego się postarało – okej, można odnieść wrażenie że dopracowało wszystko w 90% i odpuściło sobie przy końcu, ale -zaznaczę ponownie- i tak jest dobrze, nawet przy powszechnym założeniu ‚płacę za licencję, mam prawo żądać wysokiej jakości’. Wszystkie postaci mają nadrukowane dwustronnie torsy i główki, dedykowane elementy i różnorodne uzbrojenie więc zamiast narzekać, możemy swobodnie kupować przypadające nam do gustu zestawy i podziwiać rosnącą na naszych półkach armię Mordoru czy Isengardu.  No i nie zapomnijmy na czele naszej armii postawić wielkich dowódców, pojedynczych jednostek zarządzających mniej lub bardziej inteligentną zieloną, czerwoną czy czarną masą.

To by było na tyle na dzisiaj. Widzimy się w następnym odcinku MS Minifigi. Tym razem zapewne w formie video. Choć kto wie, możliwe że dane Wam będzie też przeczytać o wielkich dowódcach, czy innych takich… kiedyś.

Zdjęcia pochodzą z serwisu: bricklink.com

Read Full Post »

Muzyko, graj!

Jak pewnie zauważyliście zrobiłem porządek mały, o tam -> Tak jest. Mam na myśli kategorie i inne takie duperele którymi nikt się zapewne nie przejmuje, a które mają w teorii umownie porządkować ten mój twórczy nieład. Po tych wszystkich zmianach doszedłem do krytycznego wniosku iż liczba notek w dziale muzyka jest śmieszna (1) i postanowiłem to zmienić… na dwa?

Na Facebooku znajomy przypiął na tablicy jakieś dziwne coś z YouTuba, co wyglądało po wstępnych oględzinach na muzykę. Kliknąłem.

Okazało się że to re-make jakiegoś utworu którego kompletnie nie znam, wykonawcy którego kompletnie nie kojarzę. O dziwo muzyka, poza przerobionymi elementami wpadła mi w ucho – a to nie małe osiągnięcie, uwierzcie na słowo. Znalazłem oryginał i słucham. Dobre to. Choć nie znam wykonawcy i nie jest jakieś tam super ambitne jest spoko. Chce mi się tego słuchać – nie wiem jak długo to potrwa.

Tylko teraz mnie wzięły wyrzuty sumienia, że wrzucam tu takie nie wiadomo co, a brak tu miejsca dla przyzwoitych autorów i piosenek, którzy są na mojej playliście już od lat. Na osłodę więc – jeden z najbardziej charakterystycznych utworów, który osobiście mocno tkwił w mojej pamięci – nie koniecznie w tej wersji językowej i którego nazwę udało mi się ustalić dopiero stosunkowo niedawno bo… w wakacje tego roku?

Ostatni Uścisk Rąk – Auld Lang Syne

PS. A jeśli komuś się nudzi i chce mi powiedzieć że w tematyce muzycznej laik jestem, to… niech pisze – brakuje mi ostatnio komentarzy. 

Read Full Post »

Ferie się kończą. Kończy się i okres w którym nietrudno o czas na bloga. Ale jeszcze się nie skończył…

Atlas Chmur – film twórców Matrixa. Dla wielu to zapewne wielka rekomendacja. Dla mnie nie oznaczało to absolutnie nic bo obejrzałem Matrixa po Atlasie Chmur i z powodu Atlasu Chmur, o czym zresztą może jeszcze napiszę. Chyba sięgnięcie do innych dzieł to najlepszy dowód na jakość tego filmu…

Zwiastun robi niesamowite wrażenie. Ale tak właściwie co to oznacza? Przecież nawet największy kicz jest w stanie mieć dobry zwiastun. Każdy szanujący się film ma dobry zwiastun i praktycznie zawsze zwiastun jest ‚lepszy’ od filmu. Na jakiej zasadzie? Po prostu – w zwiastun wciska się wszystkie najlepsze sceny a filmie obok tych najlepszych ląduje co najmniej drugie tyle przeciętnych i całkiem spora garść naprawdę słabych i temu generalnie trudno zaprzeczyć.

Tyle że tak jest w większości przypadków. A ‚Could Atlas’ do większości i ogółu w żadnym stopniu nie należy. Film jak to kolokwialnie ujmę ‚urywa dupę’. Jest świetny a napięcie i klimat trzyma tak samo jak jego zwiastun. Gra aktorów jest bez zarzutu a efekty nie są nachalne, tylko naprawdę, naprawdę imponujące. No i zdarzają się na tyle rzadko że nie irytują.

Nie będzie spoilerem fakt iż w film przedstawia 5 niezależnych historii. Historii ludzi z różnych epok, rzeczywistości i realiów. Każdy ze światów jest pięknie dopracowany, szczegółowy i bardzo prawdziwy. No i nie są przedstawione jedna po drugiej. Sceny pochodzące z różnych realiów się przeplatają.

Zaraz? Czy ja napisałem ‚niezależnych’. Nieee. One nie są niezależne. „Wszystko jest połączone!” – Cytując hasło pod którym promowany jest film. I możemy tu mówić o dwóch czy nawet trzech rodzajach połączeń. Pierwszy opierający się na fakcie iż we wszystkich rzeczywistościach mamy do czynienia z tymi samymi aktorami. Drugi to przedmioty czy teksty łączące te wszystkie realia w jeden – co najlepiej odwzorowuje początek zwiastuna, i najistotniejszą z takich przeczy jest właśnie tytułowy Atlas Chmur. A trzeci… trzeci to zabiegi reżysera które sprawiają iż realia te się uzupełniają. Myśl wypowiedziana w jednym z nich zostaje zestawiona z obrazem z innej i tworzy jedną spójną całość. Na koniec pojawia się właśnie jedna taka myśl która łączy ostatecznie ze sobą wszystkie te historie i ostatecznie ubogaca film sprawiając że spokojnie może on się ubiegać o miano arcydzieła.

No i jest jeszcze muzyka. Może Ci się z jakichś powodów nie spodobać fabuła ale dla tej muzyki i tak warto pójść na ten film. Taaak…

No i co. Chyba powiedziałem już wszystko. I chyba nie dałem spoilerów, więc oglądać zwiastun czy tam film i komentować wpis żebym poznał i waszą opinię o tym dziele. :)

Read Full Post »

Jak pewnie pamiętacie, jakiś czas temu pisałem tutaj o tym co nasza ulubiona firma zabawkarska szykuje dla nas z serii LotR na drugą połowę roku. Od tego czasu sytuacja się zmieniła. Pojawiły się oficjalne zdjęcia z Toy Fair 2013, na których wszystkie te zestawy widzimy, pojawił się też nori – który zaczął je komentować i wstawiać komentarze Barda na swojego bloga. I o ile co do komentarzy noriego nie mam większych zastrzeżeń… Bard… jak każdy Bard – mówi rzeczy z którymi nie wszyscy się zgadzają. Czas więc przedstawić opozycję. Opozycję czy raczej polemikę z ‚Caslte 2013 okiem Dżaskra‚. 

Castle – bez wątpienia jedna z najbardziej kultowych i ponadczasowych serii LEGO, wracała do nas już wielokrotnie, pod wieloma postaciami, przechodząc powoli od czasów wiecznie uśmiechniętych żółtych ludzików, do dwustronnych nadruków na torsach i główkach … też żółtych, choć już nie zawsze. Od serii Castle wzięła się nawet zwyczajowa nazwa grupy budowniczych – Castlowcy, zawierająca w sobie zlepek fanów przeróżnych średniowiecznych motywów i systemów budowania. Jednym z symboli Castle zawsze były niezmienne legowe konie. W zeszłym roku pojawiły się konie nowe. Czas przyszedł więc i na nową serię Castlową. Po raz kolejny nazwaną ‚Castle’. Przyjrzyjmy się co nam oferuje.

Najmniejszy zestaw serii, jak przystało na tegoroczne najmniejsze zestawy prezentuje się bardzo dobre. Powiedział bym nawet więcej – jest świetny. I bynajmniej nie mam tutaj na myśli faktu że dostajemy tu aż 4 pięknie wykonane minifigurki rycerzy – bo nie to jest tym co stanowi jego świetność. Kluczowym elementem jest niezwykle bogate wyposażenie. Coś co przywodzi na myśl serie the Lord of the Rings i Hobbit – a co jak mi się błędnie zdawało, zarezerwowane zostało dla zestawów licencjonowanych. Przy relatywnie małej wielkości zestawu mamy skrzynię, skarb, całkiem sporą garść zielonych elementów i rośliny. I to całkiem sporo roślin! Dodajemy do tego jeszcze pieska i już mamy świetny mały zestaw. ;)

Drugi co do wielkości zestaw nie jest już tak spektakularny jak poprzednik ale nadal jest dobry. Dostajemy coś w rodzaju fragmentu ukrytych w lesie ruin, również z delikatnym roślinnym akcentem, strzelające dziwajło – stające się już powoli nowym standardem i całkiem przyjemny powóz więzienny który nareszcie wygląda na tyle realistycznie że jestem w stanie uwierzyć w to że ciągnący go koń, jest w stanie go ciągnąć. No i przede wszystkim dostajemy konia wraz z nową nakładką na głowę (która zapewne ma jakąś specjalistyczną nazwę). Warto też zauważyć że z uwagi na ruchome nogi konia nie znajdziemy tu starego typu elementu udającego liny łączące powóz ze zwierzęciem – a w zamian za to nowy i całkiem przyjemnie wyglądający system. I gratis żabka – takie podejście mi się podoba!

Trzeci zestaw również jest dobry – abstrahując od kiczowatej machiny oblężniczej które w tej serii wyjątkowo projektantom nie wyszły. Znajdziemy tu kilka ciekawych rzeczy takich jak kompletnie uzbrojony rycerz na koniu wraz z nowym przystosowanym to stania na tylnych nogach kropierzem czy całkiem przydatne zamkowe kraty, ale generalnie jakiegoś większego polotu nie ma.

Zestaw czwarty – góra czarodzieja. I w tym momencie Bard zaczyna swoją bezpodstawną krytykę. Co ja myślę o zestawie? Podobają mi się figurki. Podoba mi się że po raz kolejny pojawia się postać żeńska. Podoba mi się to że znajdziemy tutaj zarówno rośliny jak i całkiem duże ilości koloru zielonego. Podoba mi się że zamieszczono tu szczura. I podoba mi się Smok. Tak, smok. Dlaczego?

Należę do tej grupy ludzi która lubi ‚duże zjunioryzowane figi’, bo myśli logicznie. Jeśli uważamy szczura czy konia za pełnoprawnego obywatela klockowego świata i nie wyobrażamy sobie by ktoś takiego konia zbudował z klocków zamiast wstawić ‚jednoczęściówkę’, zaakceptujmy fakt że inne stworzenia też mają prawo zostać tak odwzorowane i traktujmy je na równo z tym koniem czy szczurem. Ja na ten przykład postawiłem sobie zasadę że wszelkie żywe stworzenia w lego muszą być takimi formami. Z klocków budujemy budynki – nie żywe postaci. Wyjątek można zrobić dla pająków które po prostu muszą mieć dziesiątki stawów – bo tak. Ale to tylko wyjątek od zasady. Co jest jeszcze dobre w tym smoku? Nie zmienił się od Castle FE! Co oznacza że nie będzie zaprzeczał istnieniu tamtych smoków swoją doskonałością i pięknem. Podoba mi się to bo wygląda na to że LEGO stworzyło wreszcie pewien smoczy kanon i jest nadzieja że następne ziejące ogniem istoty będą według niego robione.

No i zestaw ma jeszcze jedną wielką zaletę – schody! Nawet nie wiecie jak irytowało mnie to że czaszka czarodzieja z Fantasy Era nie miała żadnego rozsądnego wejścia co czyniło konstrukcje z założenia całkowicie bezsensowną i jedyną jej zaletą był ładny wygląd na półce. Jeden z najbardziej udanych zestawów serii.

Zamek. Esencja każdej zamkowej serii, skrytykowana na wszelkie możliwe sposoby przez opiniotwórców – w tym przez naszego Barda. Że nie ma polotu. Że nie ma powiewu świeżości. Że machina oblężnicza jest słaba. Powiem szczerze że nie wiem czym set zasłużył sobie na taką krytykę… choć machina oblężnicza rzeczywiście okropna. Pod względem zastosowanych elementów i figurek jest całkiem przyzwoicie. No i są zielone podstawki i tanowe cegiełki – więc jeszcze lepiej.

Summa summarum
Z początku chciałem się odnieść do opinii Barda – nie robiłem tego może zbyt często podczas opisywania setów ale zrobię to teraz – w podsumowaniu. Castle 2013 nie jest serią przełomową i fenomenalną. Nie jest hitem który zapamiętamy na lata i który na serwisach aukcyjnych będzie sprzedawany po makabrycznych cenach za jakiś czas. Jest powtarzalny i nie ma w sobie fantastyki. Tylko dlaczego miało by to nam przeszkadzać? Dlaczego chcemy żądać za każdym razem czegoś więcej? Czegoś lepiej? Zestawy są bawialne, w miarę ładne i zgrabne i posiadają całkiem sporą garść przydatnych elementów. Zainteresują też pewnie nie jednego młodzika który dzięki tej serii będzie za 10 lat cenionym Castlowcem. Czego chcieć więcej? Powagę, patos, dopracowanie i piękną opowieść mamy w seriach na podstawie książek Tolkiena i tam osoby starsze powinny szukać czegoś dla siebie. Jak więc brzmi moja opozycyjna myśl? Dobre Castle nie jest złe o ile szybko się skończy bo przecież walczymy o to żeby LotR na stałe wstąpił do katalogów Lego niczym Star Wars, co nie? ;)

Read Full Post »

Pająki oblepiły obezwładnionych krasnoludów lepką pajęczyną i zawiesiły na drzewach. Najwyższy czas uciekać! Tylko jak?! Recenzja zestawu na podstawie domysłów projektantów LEGO dotyczących kolejnych części filmowej trylogii opartej na książce „Hobbit” J.R.R. Tolkiena.

Zapraszam was na nie najdłuższą, ale zapewne jedną z najbardziej pracochłonnych recenzji która kiedykolwiek ukazała się na moim kanale i mam nadzieje że zostanie odebrana równie pozytywnie jak poprzedniczka – poświęcona zestawowi 79002. No i tym razem materiał wyszedł dość krótki. Zapraszam!

Kanał Morza Studów na YouTube
Morze Studów na Facebooku

Read Full Post »

 Pewnie wielu z was zastanawia się czemu Ryszard ‚Allemov’ postanowił napisać wam o nowościach ze świata klocków na blogu? Cóż, tak się składa że 8studs – główny polski informator w tych kwestiach, od pewnego czasu trwa w letargu i czas by jego miejsce zajął choć w pewnym stopniu mój blog, bo w końcu ktoś o tym was informować musi, a Morze Studów nie ukazuje się już tak często…

Zastanawiacie się jak będą wyglądały klocki Lego LotR na drugą połowę 2013? W internecie krążą już całkiem wyraźne zdjęcia tego co dostaniemy, a jednak – paradoksalnie wszystkie są oznaczone z każdej możliwej strony napisem mówiącym nam że są one tajne i rozpowszechnianie może wiązać się z problemami. Sprawa się o tyle komplikuje że choć w zeszłym roku krążyły bardzo podobne zdjęcia, nie przywiązywano do tego takiej wagi bo zabawki z tej serii pokazano na London Toy Fair 2012, podczas gdy w tym roku – krótko mówiąc tak się nie stało. Jak więc będą wyglądać zestawy? Wiadomo że będą cztery.


 79005 Bitwa Czarodziejów – dostajemy Gandalfa Szarego, bez płaszcza i czapki – ale za to z włosami, oraz Sarumana który wygląda dokładnie tak jak ten przedstawiony na plakatach gry Lord of the Rings. Cena to pewnie jakieś 55 zł.

79006 Dom Elronda – dostajemy Elronda i Arwenę z pięknymi odwzorowanymi fryzurami z filmu. Do tego mamy Gimliego i Froda oraz całkiem klimatycznie zapowiadający się zestaw za jakieś… 135 zł?

79007 Czarna Brama Modroru – drugi po Sarumanie zestaw który po prostu muszę mieć. Dostajemy Gandalfa Białego – który posiada czuprynę identyczną z tą Sarumana z tą jednak różnicą że jest ona w całości biała a nie jak u Sarumana – częściowo Szara. Warto zaznaczyć że jak i Saruman posiada biały płaszcz. Ponadto znajdziemy tu też Aragorna w całkowicie nowym obliczu, z płaszczem i ozdobnikami oraz świetnie odwzorowanego Rzecznika Saurona wraz z dwoma orkami z Mordoru o których szerzej napiszę za chwilę. A – no i przede wszystkim największy atut tego zestawu czyli Wielki Orzeł, którego tak nam brakowało w Ataku Wargów. Brama nie wygląda na zbyt wielką i figurek nie jest zbyt dużo – myślę więc że cena będzie oscylowała w okolicach 200-300 zł. Szkoda, bo nie ma tu tylu świetnych części jak w drzewie od wargów.

79008 Statek Mordoru – pierwsze pytanie jakie nasunęło mi się przy oglądaniu pierwszych niewyraźnych zdjęć to to czy dostaniemy tutaj walkę Nieumarli vs Załoga Statku czy raczej Nieumarli vs Orkowie. Okazało się że… oba. W zestawie: Król Nieumarłych, Dwóch jego martwych i świecących w ciemności pobratymców, po raz kolejny jednakich z tymi przedstawionymi w grze, dwóch orków mordoru, jeden korsarz z północy oraz komplet bohaterów: Gimli, Aragorn i Legolas. Cena pewnie będzie zawrotna, więc nawet o niej nie wspominajmy. Warto zaznaczyć że to jak dotąd najbardziej obfity w figi zestaw serii – również biorąc pod uwagę Hobbita!

No a teraz o tym co już mi się nie podoba. Czyli o Orkach. Choć modele nie mają zapewne, jeszcze ostatecznego kształtu, obrazki bohaterów nie wyglądają na prototypy więc można wnioskować że to co na nich widzimy zastaniemy za kilka miesięcy na półkach sklepowych. Wszystkie figi są niezwykle piękne i dopracowane. Tylko z orkami Mordoru jest pewien problem. Jeden z nich nosi na głowie hełm Uruka… szykuje się więc kolejna wpadka rzędu tej z Urukową tarczą daną orkowi z kopalni Moria. A, no i warto wspomnieć że wszystkie orki mordoru są łyse i nie mają tej fajnej czupryny. Wychodzi więc na to że wraz ze spodziewanym spadkiem wartości rynkowej łysych orków możemy się spodziewać wzrostu ceny czupryn, bo średnia  liczba czupryn na orka spadnie drastycznie. Od takie moje przewidywania rynkowe.

Cóż. To by było na tyle o LotR na drugą połowę roku. Mam nadzieję że dowiedzieliście się dużo. Zachęcam też do szukania zdjęć – dla co bardziej rozgarniętych nie powinno być problemem ich znalezienie. Ja ograniczę się do wstawienia obrazka z gry i zapowiedzenia prawdopodobnego pojawienia się kolejnego artykułu o nowościach na lato oraz vloga w którym to wszystko podsumuję.

Read Full Post »